To Sandomierz...
Przyznaję bez bicia, że jeśli nie nawiedzę Sandomierza co najmniej raz w roku, w każdej jego porze, czyli licząc na palcach - co najmniej cztery razy - czuję się chora.
Kilka migawek - wspomnień z sierpniowych tropików i nie tylko, w tym grodzie.
(Katalonia po naszych narodowych tropikach okazała się jednakowoż wyjątkową ulgą dla ciała)
Dodatkowo był to wyjazd dziewczyński, a czym ów jest - nie muszę chyba tłumaczyć.
Dużo łażenia,zwiedzania, picia kaw, wcinania ciach, lodów, tart, sałatek i przede wszystkim napawania się widokami przyrody, architektury i tego czegoś...
...czego nie psuł nawet brak ojca Mateusza.
A zatem - sierpień i listopad w Sandomierzu
Zapraszam :-)



