środa, 19 czerwca 2013

Festyn Ludzi Pozytywnie Zakręconych

Kolejna edycja Festynu Ludzi Pozytywnie Zakręconych - za nami.
Warto wspomnieć, że kierownikiem projektu jest Radny Rady Miasta Lublin Zbigniew Jurkowski.
I cóż się działo w tym roku?

Był teatr uliczny, prezentacje zabytkowych pojazdów,czołgu, prezentacje firm, gry i zabawy dla dzieci, rozliczne konkursy, prezentacja kultury kozackiej, pokaz walki na bagnety,pokazy żołnierzy z okresu Wojen Napoleońskich, parada Orkiestry Szkockiej, akcja - charytatywna pomoc dla schroniska, bardzo ciekawe stoisko Instytutu Historii UMCS i wiele imprez towarzyszących.

Jak zauważyłam największą uwagą cieszyło się jednak stoisko z cebularzami i ziemniakami, które można było degustować z zsiadłym mlekiem.
Kolejka sięgała poczty ;-)


Zbiorowa gra w szachy z mistrzem szachowym...


Chłopcy w spódniczkach paradnym krokiem przemierzyli Śródmieście i Stare Miasto...


Z grupą rzymskich legionistów z UMCS...

Na festynie nie mogło zabraknąć przedstawicieli naszego Koła Przewodnickiego, wszak brać przewodnicka niewątpliwie nieco zakręcona jest;-)
Stolik wystawiony został na terenie Poczty Głównej.


Szefowa - Mariola Wiśnioch przy stoliku


Część Zarządu przy stoliku również ;-)


Marzenka Kapłan z bliżej niezidentyfikowaną, barwną kobietą.


Bożenka objaśnia...

Zarząd doszedł do wniosku, że za rok stolik stanie na Placu Litewskim, bo tu uprawiliśmy(!) raczej konspirację, a nie agitację;-)

Zdjęcia: Maria Wiśnioch, BJ

poniedziałek, 10 czerwca 2013

NOC KULTURY W LUBLINIE

Zeszła sobota upłynęła pod znakiem Nocy Kultury.
Przewodnicy miejscy włączyli się w działania prowadzone tego dnia.
Oto efekty:



Baza wypadowa zaistniała w kawiarni "Między słowami".
Przeobraziła się ona w przebieralnię, charakteryzatornię oraz atelier fotograficzne.
Tak obfotografowani dokumentnie przez kilku zawodowców ruszyliśmy w miasto.



Plac Rybny był punktem spotkania wszystkich ludzi z epoki.
Stanęliśmy obok siebie - Domicella Olszewska i Józef Ignacy Kraszewski.



Po chwili z wrażenia jednak sobie siedliśmy, bo tłum zaczął niebezpiecznie gęstnieć.



Ku pokrzepieniu serc i coby było raźniej, dosiadło się więcej naszych, a mianowicie Agnieszka Wiślicka - żona Klonowica, Janina Porazińska oraz Czart Lubelski.



Prezes naszego Koła Przewodników - Maria Wiśnioch przedstawiła nas zgromadzonej publiczności i za chwilę rozeszliśmy się po Placu Rybnym, aby publiczność miała możliwość wyboru postaci, z którą chcą podążyć szlakiem.
Przy mnie skupiła się przesympatyczna grupa, z którą ruszyłam szlakiem Bolesława Prusa, którego ciotką mam zaszczyt być.
Chwilowo znaczy miałam.



Zaczęliśmy od Olejnej, gdzie Olek mieszkał u mnie, po śmierci rodziców i babci.
Przeszliśmy na Jezuicką, gdzie uczył się w Powiatowej Szkole Realnej.
Wśród dzikiego tłumu przenieśliśmy się pod zamek - więzienie, gdzie był więziony cztery miesiące za udział w powstaniu styczniowym, a następnie przeszliśmy na Krakowskie Przedmieście, gdzie opowiedziałam o ślubie Olcia z Oktawią w kościele św. Ducha oraz o epizodzie, który trwał 28 lat, czyli - okresie nałęczowskim - mój siostrzeniec nabawił się agorafobii, którą leczył w tamtejszym uzdrowisku.
W planach było jeszcze dojście do Gubernialnego Gimnazjum Lubelskiego na dawnej Namiestnikowskiej -(obecnie budynek PiP UMCS na Narutowicza), ale nie udało nam się przebić żadną miarą przez zbity gęsto tłum.

Drugie oprowadzanie zaczęło się o 21.00.
Tym razem było o wiele trudniej, gdyż na Starym Mieście byli już wszyscy Lublinianie, czyli około 350 tysięcy ludzkości.
Dobrze, że my przewodnicy znamy tajemne zaułki, którymi mogliśmy z grupą przemykać.

Do następnej Nocy Kultury!
Było raczej prześwietnie ;-)

Domicella

Zdjęcia: Maria Wiśnioch, Paweł Zarębski

sobota, 8 czerwca 2013

SUCHA BESKIDZKA GÓRĄ...

Nie sposób opisać każdą wycieczkę, którą się oprowadza,ale tej nie sposób nie opisać.
Śpię snem sprawiedliwego w pewną niedzielę, kiedy nagle wibracja komórki stawia mnie na nogi.
- Sytuacja awaryjna, przewodnik wylądował w szpitalu, obdzwoniłam już 15-stu przewodników - słyszę głos w telefonie.
Nieprzytomna nieco myślę: - Mus ludziom pomóc.
- To kiedy mam być?
- Już!
Gonitwa myśli, bo przecież mycie, makijaż, coś na ząb, ale słowo się rzekło- kobyłka u płota.
Tempo wrzuciłam ekspresowe, na ósmą byłam na placu Zamkowym.


Grupa już czekała, o dziwo nie zmęczona czekaniem, wręcz przeciwnie - powitała mnie szerokim uśmiechem i dobrym słowem.
Na początek spacer po Starym Mieście

Tu - cudowna pani Pilot wycieczki, której uśmiech , dobry humor oraz energia nie opuszczały ani na moment.Grupa na Rynku Starego Miasta, w tle - Wieża Trynitarska.


Panie z wycieczki przed restauracją "Mandragora" , serwującą tradycyjną kuchnię żydowską.
( Polecam zwłaszcza naleśniki ze szpinakiem,wielokrotnie sprawdziłam ;-))



Nieodmiennie TO miejsce podnosi temperaturę prawie każdej wycieczki - kamienica należąca do Palikota.
To tu najwięcej turystów obfotografuje się, zwłaszcza na tle drzwi z literą "P" ;-)





Do Archikatedry nie udało się wejść grupą, z powodu uroczystości odbywających w niej, ale dzięki uprzejmości ks. proboszcza zwiedziliśmy krypty.




Pochówek XVIII- wiecznego chełmskiego biskupa de la Mars

Polak potrafi, więc co to dla Polaka - zwłaszcza górala,wejście do kościoła, nawet jeśli są utrudnienia. Wycieczka skorzystała z krótkiej przerwy między uroczystościami i indywidualnie zwiedziła wnętrze archikatedry, wymalowane późno - barokową iluzjonistyczną polichromią.






Ponieważ nastąpiły pewne problemy przy kamieniu nieszczęścia i jedna z pań weszła na niego niefortunnie, zaistniała potrzeba odczarowania złego uroku, co też uczyniliśmy przy Baszcie Półokrągłej.



Na Placu Łokietka przed Ratuszem Miejskim zaskoczył nas Bieg Solidarności.



Zdjęcie przy zdroju miejskim z lubelskim koziołkiem.

W tym miejscu przewodnikowi - czyli mnie, wyładowało się urządzenie nagłaśniające.
Panowie, widząc moje zmagania głosowe ( zawód wieloletni - nauczyciel) - nie wiedzieć kiedy zdjęli ze mnie cały sprzęt, nabyli w kiosku Ruchu baterie, ubrali mnie z powrotem, a ja z ulgą kontynuowałam wycieczkę, nie nadwyrężając głosu.
Z tego miejsca raz jeszcze wyrażam im moją głęboką wdzięczność.



Otoczona wianuszkiem cudnych górali pokazuję trzecie serce miasta Lublina - Plac Litewski.



W drodze powrotnej grupa koniecznie chciała zobaczyć kościół Dominikanów. Nie udało się to z powodu mszy św., ale zwiedziliśmy klasztor, a w nim krużganki i skarbiec dominikański.






Zejście ulicą Grodzką w strony Bramy Grodzkiej, gdzie odbyła się krótka lekcja matematyki. Grupa zdała test celująco, odgadła rok przebudowy kamienicy.



Rzecz jasna Górale nie mogli sobie darować wspięcia się na platformę widokową na lubelskim donżonie, i z wysokości 30 metrów podziwiali okolicę.

Ze wzgórza zamkowego udaliśmy się autokarem na teren muzeum na Majdanku.





Zrobiliśmy trochę kilometrów po terenie dawnego obozu, jednak mimo wiszących chmur deszcz cały czas się wstrzymywał prawie do końca wycieczki.
Zaczęło padać, kiedy wsiedliśmy do autokaru.
Pani pilot zaintonowałą TĘ PIEŚŃ, tylko tym razem była dedykowana ona mnie i kilka zwrotek spontanicznie na gorąco stworzonych - tyczyło mojej osoby.
Wzruszyłam się okrutnie i z tego miejsca dziękuję całemu autokarowi przemiłych, ciepłych, radosnych i wspaniałych Górali.

Kiedy wysiadłam z autokaru i machaliśmy sobie na pożegnanie - rozpętała się burza.
Lublin płakał, bo żal takich gości.
Pozdrawiam Was niezwykle ciepło z nadzieją na ponowne spotkanie. :-)


Zdjęcia: Uczestnicy wycieczki, a przede wszystkim pani, która lubi kamień nieszczęścia ;-)

poniedziałek, 20 maja 2013

SPACER PO KALINIE

24 maja Koło Przewodników na czele z Irenką Dudek udało się na zwiedzanie jednej dzielnic Lublina - Kalinowszczyzny.

Wystartowaliśmy z placu Singera,który w czasach PRL - u zwał się placem Bieruta,a w jego centrum usytuowany był potężny monument Bolesława.
Teraz chętni mogą obejrzeć pomnik w muzeum socrealizmu w Kozłówce.




Irena Dudek, przewodnik miejski, ale także mieszkanka dzielnicy Kalinowszczyzna z wielką wprawą i znawstwem tematu opowiadała o początkach Lublina, dzielnicy oraz przedstawiała poszczególne zabytki i ważne dla naszego miasta miejsca.
Stanęliśmy chwil parę przy kościele Salezjanów, dawniej ojców Franciszkanów.
Dalej, przy ulicy Kalinowszczyzna - usytuowany jest Kirkut - stary cmentarz żydowski, dawniej Grodzisko.
Obok kirkuta znajduje się pomnik upamiętniający rozstrzelanych przez niemieckiego okupanta intelektualistów.


Nie mogliśmy nie wejść w jedną z najbardziej urokliwych ulic tej dzielnicy, a może i miasta - ulicę Sienną, ciągnącą się wzdłuż XVII - wiecznego muru okalającego cmentarz.
Tu czas jakby się zatrzymał...


Następnie skierowaliśmy się ku najważniejszemu obiektowi na Kalinie, kościołowi św. Agnieszki, mijając po drodze wybudowany w latach dziewięćdzisiątych XX wieku kościół zielonoświątkowców.



Tu - przed fasadą kościoła utrzymanego w stylu renesansu lubelskiego.



Udało nam się zwiedzić klasztorny refektarz
A w kościele na własne oczy zobaczyć relikwie św. Agnieszki


Tu, widok kościoła w innym ujęciu


Droga sama zawiodła nas na zabytkowy cmentarz na Kalinie, założony w roku 1868.
Wstyd przyznać, ale ja - rodowita lublinianka byłam tam po raz pierwszy. A jest co oglądać.







Urokliwe alejki Kaliny



I na koniec ciekawostka prawie dla wszystkich uczestników wycieczki



Gubałówka w Lublinie?
A jednak ;-)

Dziękujemy Irence za spacer i podziwiamy kondycję, którą niewątpliwie ma.
W odróżnieniu od niektórych ;-)

Zdjęcia: Paweł Zarębski oraz B.J.

wtorek, 14 maja 2013

ZWIEDZANIE KOŚCIOŁA ŚW. MIKOŁAJA NA CZWARTKU

Kościół na Czwartku uważany jest za najstarszą świątynię w Lublinie.


Istnieje nawet podanie (niepotwierdzone historycznie) utrzymujące, że kościół stał tutaj już za panowania Mieszka I w X wieku. Wykopaliska archeologiczne potwierdzają istnienie na Czwartku wczesnośredniowiecznej osady (około VII-X wieku), jednak nie potwierdzają istnienia kościoła. Natomiast istnienie osady handlowej tłumaczyłoby wezwanie kościoła, gdyż Mikołaj był także patronem kupców. Odkrycia archeologiczne, wraz z potwierdzonymi wzmiankami historycznymi, sytuują powstanie fundamentów świątyni na początek XVI wieku.czytaj dalej TU


Panorama ze wzgórza na Stare Miasto zapiera dech w piersi, choć dworzec i targ miejski nieco psuje to wrażenie ...


I właśnie na Wzgórze Czwartkowskie udaliśmy się wraz z grupą przewodników lubelskich 10 maja tegoż roku.
Przed kościołem przywitał nas proboszcz parafii - ks. Bogdan Jan Zagórski.


Ida, Mariola i ja dzielnie pozujemy - jednym uchem łowiąc wykład proboszcza ;-)


Niezwykle entuzjastycznie i z wielkim zapałem opowiadał on o historii kościoła, pracach archeologicznych. Potem - już wewnątrz świątyni - o ciężkiej pracy konserwatorów, którzy mozolnie od paru lat przywracają jej świetność, o pracach remontowych i odkrywczych.

Konserwatorzy długo odsłaniali piękno renesansowego sklepienia. Okazało się, że warstw nagromadzonych przez wieki jest dużo. Powoli sklepienie nabrało pierwotnego kształtu. Renesansowe kasetony, medaliony, aniołki i żebra poza światłocieniem zaplanowanym przez twórcę lub twórców współgrają z elementami kolorów i płaszczyzn.

Oczywiście otrzymaliśmy też sporo informacji o wyposażeniu kościoła i jego architekturze, o ludziach związanych z tym miejscem przez wieki.
Nie mogło zabraknąć informacji o relikwiach św. Walentego - patrona zakochanych i chorych na padaczkę, które to relikwie znajdują się na Czwartku.


Za nami mury XVI- wiecznej świątyni utrzymanej w stylu renesansu lubelskiego.

A tak kościół wyglądał w latach 60- tych XX wieku.




Na sam koniec zdjęcie grupowe i długa konwersacja z proboszczem, z którym ciężko się było rozstać.



Bardzo prosimy w imieniu księdza proboszcza o kliknięcie TU i wspomożenie remontu świątyni.


zdjęcia: Paweł Zarębski oraz z sieci