Z cyklu: Cuda i zadziwienia przewodnickie - historia, która przydarzyła mi się kilka dni temu.
Oprowadzam sporą grupę osób dorosłych, w której jest tylko jeden młody człowiek.
Standardowa wycieczka, podczas której robimy spacer po Starym Mieście, włączając w to - rzecz jasna - kompleks dominikański.
Wchodzimy na wystawę "Klasztor w sercu miasta", gdzie zawsze zatrzymuję się przy portrecie XVII - wiecznego przeora Domninikanów, opowiadam o tym niezwykłym zakonniku oraz przytaczam legendę z nim związaną.
Nie wiedzieć czemu w ostatnią niedzielę praktycznie "zignorowałam" grupę i słowo o przeorze skierowałam do owego młodego człowieka właśnie...i tylko do niego.
Odzywam się w te słowa:
- Chciałam Ci przedstawić ojca Pawła Ruszla...
Nagle widzę konsternację w grupie, wręcz osłupienie :-)
Za chwilę mama owego młodego człowieka wyjaśnia powód całego zamieszania.
Otóż okazuje się, że chłopiec, któremu tak bardzo chciałam opowiedzieć o przeorze, nosi takie samo imię i nazwisko jak ów XVII - wieczny zakonnik.
Przedstawiam Wam współczesnego Pawła Ruszla
Czyżby szedł w ślady swego poprzednika? :-)
Pozdrawiam Cię Pawełku, dziękując za asystenturę podczas wycieczki po Lublinie :-)
Podanie o ojcu Ruszlu
Ojciec Ruszel był człowiekiem o wielkim
miłosierdziu i rozumie. Jako dobry i pobożny dominikanin cieszył się
poważaniem wśród współbraci, a także mieszkańców Lublina. Już za życia
uważano go za świętego. Po śmierci, w tajemniczych okolicznościach
zniknęło jego ciało. W następstwie tego zdarzenia działy się
nadprzyrodzone zjawiska, niezrozumiałe dla ludzi. Duch ojca Ruszla
zaczął nawiedzać klasztor. Z czasem, cień ludzkiej postaci odprawiającej
mszę lub grającej na organach w kościele oo. Dominikanów nikogo już nie
dziwił.
Gdy po prawie 250 latach kościół został
zajęty przez władze rosyjskie, rozkładającą ręce zjawę ujrzał również
jeden z żołnierzy. Nie wahając się, strzelił do niej, a ta zniknęła za
ścianą. Na polecenie komisji śledczej odmurowano ścianę i wtedy też
znaleziono szczątki ojca Ruszla. Jasne stało się wtedy, że braciszkowie
zainscenizowali wniebowzięcie dominikanina by podnieść jego cnoty.
Widocznie, pokorna dusza ojca Ruszla przez wszystkie lata chciała
ujawnić prawdę. Z chwilą odmurowania ściany zjawa więcej się nie
ukazała.