wtorek, 14 lipca 2015

Bo grunt to tradycja...

Tradycją naszej znajomości stały się wspólne wyjazdy - czasem dalsze, czasem bliższe,
czasem częstsze, czasem rzadsze, ale w wakacje staramy się na bank spędzić gdzieś co najmniej dni kilka.
Tym razem czas nie pozwolił na dalszy wypad, lecz przecie nieważne gdzie, ważne z kim.
Wyniosłość Giełczewska i Zamość, niby znane, lecz za każdym razem smakuje na nowo.
I jak zawsze - wspólne łazikowanie, odkrywanie cudów natury, sesje fotograficzne, kawa i gadanie, gadanie, gadanie..
Fajnie, że wciąż się nie nudzi :-)



























Do następnego ...:-)

środa, 27 maja 2015

Wycieczka z Warki w Lublinie

Witam. Przesyłam zdjęcia z udziału wareckiego Oddziału PTTK im. Wiktora Krawczyka w wycieczce po Lublinie. Dziękujemy za mile spędzony czas i ciekawe przewodnictwo.

Takiego oto maila z załącznikami dostałam:




T




 Zrobiliśmy tradycyjną trasę ze Wzgórzem Zamkowym i Staromiejskim.
Pogoda i humory dopisały na każdym etapie zwiedzania miasta. 
Serdecznie grupę pozdrawiam, spokojna, że z pewnością znów nawiedzicie Lublin :-)

poniedziałek, 11 maja 2015

Wycieczka dziecięca z Narola w Lublinie

 Wyjątkowo sympatyczna grupa dzieciaków ze Szkoły Podstawowej w Narolu zawitała do naszego Grodu w kwietniu tego roku.

Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od przejazdu naszym " Ziutkiem" , co jednak nie wyczerpało ciekawości dzieciaków, więc dalej kontynuowaliśmy już tradycyjnie, czyli na nogach.


 Zwarta, zdyscyplinowana, kolorowa grupa wyjątkowo dobrze komponowała się na tle naszego "zamku".


Szybki zwrot i dzieciaki już na dziedzińcu.
Tam najbardziej spodobał się donżon, a zwłaszcza studnia, przy której spędziliśmy kilka minut, kontemplując jej czeluście.


Po zejściu ze Wzgórza Zamkowego, wspinamy się na Staromiejskie.


Nie mogło zabraknąć opowieści o Czarciej Łapie przed budynkiem Trybunału Koronnego na rynku Starego Miasta.

 A na koniec zwiedzania pewna magiczna czynnosć, która wybitnie przypadła grupie do gustu :-)











Prezentem dla mnie było oprowadzanie tak przemiłej grupy, lecz w bonusie otrzymałam dodatkowy prezent - kubas pełen uśmiechniętych buź
Przewodnik Buziakom bardzo dziękuje :-)











Dziękuję również Dyrekcji szkoły za otrzymane zdjęcia.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Przewodnik z Lublina zaprasza do Nałęczowa

O każdej porze roku warto wybrać się do Nałęczowa, solennie zaświadczam jako przewodnik i wielbicielka tego miejsca.
Dla każdego coś dobrego -  spacer po zabytkowym parku, unikalny mikroklimat dla sercowców i nerwicowców, historyczna, zabytkowa architektura pałacowa, dawne zabudowania Uzdrowiska, muzea, staw nałęczowski, źródła lecznicze, palmiarnia, specyficzna zabudowa willowa samego miasteczka oraz wiele innych atrakcji.
Można wybrać się samemu, jak czynimy to my, Lublinianie.
Można skorzystać z usług przewodnika, który opowie o genius loci tego miejsca, i o tym, dlaczego tak wielu - tak bardzo ukochało to miejsce.


Zatem - kierunek Nałęczów :-)





















piątek, 2 stycznia 2015

Przewodnik Lubelski w Radio Centrum opowiada o "Pięknej Złotniczance"

Posłuchajcie, proszę, już drugiego odcinka z cyklu - Legendy Lubelskie:

 


                                        


czwartek, 4 grudnia 2014

Przewodnik z Lublina - medialnie

Kiedy zadzwonił telefon z lubelskiego Radia Centrum z zapytaniem czy nie zgodziłabym się opowiedzieć czegoś na temat lubelskich legend, musiałam wziąć głęboki oddech.
Ale właściwie dlaczego nie? - pomyślałam
Od tego jestem, aby opowiadać, zwłaszcza w obliczu braku sezonu :-)
Że nietypowa sytuacja? Człowiek się rozwija właśnie dzięki nim.

Przyszedł czas nagrania
Ostatnie zerki w notatki :-)



Siedziba Radia Centrum - w kultowej "Chatce Żaka"



Bez kodu ani przestąp



Na szczęście przejmuje mnie przesympatyczna pani Maria



I już można snuć opowieści około-legendowe



Skąd wzięły się lubelskie legendy, na ile są prawdziwe, czy ludzie w nie wierzą?
Takie i inne pytania padały podczas nagrywania audycji.



Zza szyby reżyserki zerkał Szef Programowy...



...lecz nas wciągnął temat pięknej Złotniczanki i Kamienia nieszczęścia, które zazwyczaj elektryzują lublinian i turystów odwiedzających nasze miasto.
Intrygujący temat jednej z legend wykorzystano, wystawiając historię płochej Tereski.
Inscenizacja ma miejsce co roku w lipcu w kamienicy Złotnika na ul. Złotej w Lublinie.
TU - kilka moich zdjęć etiudy teatralnej na podstawie „Pięknej Złotniczanki” autorstwa Marcina Wrońskiego w wykonaniu m.in. aktorów teatru Panopticum.

Tak czy inaczej warto zagłębić się w lekturę naszych lokalnych legend, zwłaszcza, że czas i aura temu sprzyjają.
Lub skorzystać z opowieści miejscowych przewodników.
Nam zima niestraszna :-)

wtorek, 21 października 2014

Przewodnik z Lublina i dwa Pawły Ruszle

Z cyklu: Cuda i zadziwienia przewodnickie - historia, która przydarzyła mi się kilka dni temu.
Oprowadzam sporą grupę osób dorosłych, w której jest tylko jeden młody człowiek.
Standardowa wycieczka, podczas której robimy spacer po Starym Mieście, włączając w to - rzecz jasna - kompleks dominikański.
Wchodzimy na wystawę "Klasztor w sercu miasta", gdzie zawsze zatrzymuję się przy portrecie XVII - wiecznego przeora Domninikanów, opowiadam o tym niezwykłym zakonniku oraz przytaczam legendę z nim związaną.




Nie wiedzieć czemu w ostatnią niedzielę praktycznie "zignorowałam" grupę i słowo o przeorze skierowałam do owego młodego człowieka właśnie...i tylko do niego.
Odzywam się w te słowa:
- Chciałam Ci przedstawić ojca Pawła Ruszla...
Nagle widzę konsternację w grupie, wręcz osłupienie :-)
Za chwilę mama owego młodego człowieka wyjaśnia powód całego zamieszania.
Otóż okazuje się, że chłopiec, któremu tak bardzo chciałam opowiedzieć o przeorze, nosi takie samo imię i nazwisko jak ów XVII - wieczny zakonnik.


Przedstawiam Wam współczesnego Pawła Ruszla
Czyżby szedł w ślady swego poprzednika? :-)


Pozdrawiam Cię Pawełku, dziękując za asystenturę podczas wycieczki po Lublinie :-)


Podanie o ojcu Ruszlu

Ojciec Ruszel był człowiekiem o wielkim miłosierdziu i rozumie. Jako dobry i pobożny dominikanin cieszył się poważaniem wśród współbraci, a także mieszkańców Lublina. Już za życia uważano go za świętego. Po śmierci, w tajemniczych okolicznościach zniknęło jego ciało. W następstwie tego zdarzenia działy się nadprzyrodzone zjawiska, niezrozumiałe dla ludzi. Duch ojca Ruszla zaczął nawiedzać klasztor. Z czasem, cień ludzkiej postaci odprawiającej mszę lub grającej na organach w kościele oo. Dominikanów nikogo już nie dziwił.

Gdy po prawie 250 latach kościół został zajęty przez władze rosyjskie, rozkładającą ręce zjawę ujrzał również jeden z żołnierzy. Nie wahając się, strzelił do niej, a ta zniknęła za ścianą. Na polecenie komisji śledczej odmurowano ścianę i wtedy też znaleziono szczątki ojca Ruszla. Jasne stało się wtedy, że braciszkowie zainscenizowali wniebowzięcie dominikanina by podnieść jego cnoty. Widocznie, pokorna dusza ojca Ruszla przez wszystkie lata chciała ujawnić prawdę. Z chwilą odmurowania ściany zjawa więcej się nie ukazała.

czwartek, 18 września 2014

Przewodnik z Lublina w Sandomierzu

Druga moja miłość, zaraz po pierwszej, która się Lublinem zwie, to nie Paryż, ani Rzym, ni Krym nawet.
To Sandomierz...
Przyznaję bez bicia, że jeśli nie nawiedzę Sandomierza co najmniej raz w roku, w każdej jego porze, czyli licząc na palcach - co najmniej cztery razy - czuję się chora.
Kilka migawek - wspomnień z sierpniowych tropików i nie tylko, w tym grodzie.
(Katalonia po naszych narodowych tropikach okazała się jednakowoż wyjątkową ulgą dla ciała)
Dodatkowo był to wyjazd dziewczyński, a czym ów jest - nie muszę chyba tłumaczyć.
Dużo łażenia,zwiedzania, picia kaw, wcinania ciach, lodów, tart, sałatek i przede wszystkim napawania się widokami przyrody, architektury i tego czegoś...
...czego nie psuł nawet brak ojca Mateusza.

A zatem - sierpień i listopad w Sandomierzu
Zapraszam :-)